środa, 13 maja 2015

łazienki

Przyszedł czas na wybranie konkretnych umywalek, sedesów, wanny i prysznica, gdyż hydraulik potrzebuje konkretne wymiary, aby umiejscowić rury. Tak więc nawet jak później odmieni mi się coś, to muszę szukać o podobnych rozmiarach.

ŁAZIENKA DUŻA

Ta łazienka będzie w stylu retro, niebiesko-biała. To moja główna inspiracja:




 Sedes i umywalka seria Novoterm Retro:





Wanna malutka 140x80, raczej firmy Polimat, wersja na prawą stronę, bez plastikowej obudowy, za to obłożona płytkami takimi jak na ścianie (białe cegiełki):



Kabina prysznicowa będzie bez brodzika, czyli z odpływem liniowym, aby powiększyć optycznie naszą małą łazienkę. Kabina 90x90 przeźroczysta, półokrągła, drzwi otwierane na zewnątrz, raczej podwójne, na przykład taka:




Rozmieszczenie będzie tak wyglądać:



W tej dużej łazience zamontujemy mały grzejnik na ścianie, jako dodatkowe ogrzewanie.


ŁAZIENKA MAŁA

Tu będzie tylko sedes i umywalka. Kolory czarno-białe. Ma to być reprezentacyjne pomieszczenie, będzie więc takie bardziej glamour. Moja główna inspiracja:




Odnośnie umywalki to będzie albo całkowicie schowana pod blatem, albo będzie wystawać. Blat z czarnego granitu Star Galaxy:



No i umywalka będzie albo tak, czyli schowana zupełnie:



Albo tak, trochę wystawać:


Przy czym pierwszy wariant wydaje mi się praktyczniejszy w użyciu na co dzień, zwłaszcza przy sprzątaniu.  

Sedes będzie podwieszany na klasycznym stelażu. Chodzi o to, by zajmował jak najmniej miejsca, muszla musi więc też być nie za duża.

Taki będzie układ:



Dodam, że podłogę chciałabym taką:


To tyle jeśli chodzi o ogólne urządzenie łazienek. Bardziej szczegółowo będę się rozwodzić jak już dojdzie do faktycznej instalacji powyższych elementów.

środa, 6 maja 2015

zgrzyt


Wkurzyliśmy się.
Jeszcze przed tynkami spotkaliśmy się z hydraulikiem celem wstępnego omówienia zakresu prac. Hydraulik powiedział, że on chce mieć położone płytki ZANIM wejdzie na budowę. Hm, dziwiliśmy się, no ale skoro tak chciał to czemu nie. W sumie każdy mówił, że logiczne, bo jak położyć płytki, gdy będą rurki na ścianach. Ok. Spotkaliśmy się z płytkarzem, który zdziwił się tylko trochę kolejnością prac, ale przecież klient nasz pan. No więc uzgodniliśmy z nim, że wejdzie za jakieś 2 tygodnie. Zakupiliśmy płytki w ilości 26mk2 w 16-stu paczkach, z czego każda waży 27kg. Mąż aż się zasapał przy przenoszeniu tego ciężaru. Wzięliśmy najzwyklejszy, najtańszy gres techniczny po 12,49 zł/mk2 w pierwszym gatunku, kolor szary. 



Zadzwoniliśmy jeszcze raz do hydraulika, bo może będzie chciał sobie coś tam wyprowadzić i okazało się, że on nie może mieć teraz płytek wcale, a płytki dopiero po wylewkach się kładzie się, a przed montażem pieca. Kurde, pytaliśmy się go tyle razy, dziwiąc się, a to  on nam źle tłumaczył, albo my jacyś niekumaci jesteśmy. W sumie nic się nie stało, bo płytki stoją sobie grzecznie w korytarzu, a płytkarz nie był dogadany na konkretny termin, ale jesteśmy źli, bo niepotrzebnie zagracają nam dom, te płytki znaczy. I sprawa wygląda tak, że hydraulik (na marginesie dodam, że bardzo miły i wesoły, a co najważniejsze fachowy człowiek) wchodzi za 2 tygodnie, albo ciut wcześniej. Omówiliśmy wszystkie szczegóły i wszystko jest pięknie, gdyby nie to, że zawadzają te składowane płytki, z którymi nie ma co zrobić. Na poddasze ich nie wrzucimy, bo tam też pójdą wylewki, a wywieźć nie ma jak i gdzie. A na dokładkę mój mąż musiał wyjechać i ja jestem teraz kierownikiem budowy, czyli wszystko na mojej głowie. Może mąż zdąży wrócić i coś się wymyśli, bo jak nie, to chyba te płytki wystawię na ganek, a złodzieje mi je ukradną na drugi dzień i tyle z tego będzie.

Przejdźmy do konkretów.
Hydraulik we własnym zakresie zakupi materiały, wyceniając całość na ok. 10 tysięcy plus około 5 tysięcy robocizny. Zakupi nam też styropian, choć to nie w jego gestii, ale że męża teraz nie ma, to zgodził się na to w drodze wyjątku. Przy okazji ustalania szczegółów wyszło kilka baboli w naszym domu, z czego my, jako laicy, nie zdawaliśmy sobie sprawy. I tak do braku wlotu powietrza do kominka (czyli musimy teraz ciąć chudziak, aby umieścić tam rurę, ale o tym wiemy od dawna) dołączył brak komina wentylacyjnego do szamba. Znaczy brak tej rury na dachu, co ma wchodzić w kanalizę i zapewnić obieg powietrza, aby szambo nam nie bekało w domu. Hydraulik na szczęście znalazł na to miejsce przy kominie od pieca i tam jakoś puści brakującą rurkę, tak więc nie trzeba robić otworu w dachu. Ale trzeba kuć podłogę w kotłowni, aby zrobić odgałęzienie kanalizy.

Poza tym trzeba trochę poprzesuwać odpływy w łazience dużej, bo obecne umiejscowienie nie pasuje kompletnie pod wybrane przez nas wannę, sedes i brodzik z odpływem liniowym. Czyli tez trzeba kuć podłogę. Teraz dochodzimy do wniosku, że murarze odstawili nam trochę lipę.


Reasumując, hydraulik wchodzi na budowę w okolicach 20 maja.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

tynki skończone!!!

Tynkowanie zakończone!! 
W miniony wtorek, 21 kwietnia,  prace zostały zakończone, natomiast rozliczyliśmy się dopiero w sobotę 25-go. Ogólnie tynk położony jest bardzo ładnie. Ekipa starała się i to widać. Co prawda rozpędzili się i niepotrzebnie polecieli kwarcem w kotłowni, gdzie i tak będą kafelki, ale ok. Tynki podobają nam się już na tym etapie, choć trzeba je jeszcze wyszlifować oraz pomalować dwukrotnie gruntem. Poprzednim razem nie byłam przekonana, ale teraz potrafię sobie wyobrazić finalny efekt. Dom wygląda jak mokra piwnica, gdyż jeszcze ściany są mokre, ale niewątpliwie zyskał na urodzie. Jesteśmy podekscytowani postępem prac, bo naprawdę widać konkretne zmiany.








Powyżej ściana z kwarcem z bardzo, bardzo bliska. Te duże ziarenka odpadną podczas szlifowania.

Przejdźmy do kasy. Przypomnę, że tynki były kładzione ręcznie, zacierane kwarcem, z profilami wszędzie, gdzie się dało plus ściany szczytowe na poddaszu.

materiały 1.533 zł
transport 530 zł
robocizna 14zł x 500m = 7.000 zł - 200 zł                                                            upustu = 6.800 zł

RAZEM 8.863 zł

Pan tynkarz szczegółowo wyliczył nam na kartce każdy centymetr prac i z uśmiechem dał nam 200 zł rabatu "na perfumy dla żony oraz na wypożyczenie szlifierki" - jak to określił. Naprawdę, bardzo przyjemny człowiek :D Wzięliśmy od niego namiary na innych fachowców, może akurat tez nam przypadną do gustu. 

Następny etap prac do położenie płytek w kotłowni jeszcze przed hydrauliką. Wybraliśmy już gres techniczny w kolorze beżowym po 11,99 zł/m2. Rozmawialiśmy już z jednym fachowcem i zażyczył sobie 40zł/m2 robocizny. Nie wiem, czy to dużo, bo jeszcze nie sprawdzaliśmy u innych, ale na pewno kwota ta jest wkurzająca w porównaniu z ceną płytek, no ale co zrobić, fachowcy cenią się.

środa, 15 kwietnia 2015

tynki robią się

Dziś pojechałam pierwszy raz zobaczyć postęp prac ekipy tynkarzy. To ich trzeci dzień na budowie. Zajechaliśmy z mężem i ja o mało nie przewróciłam się z wrażenia, a raczej przerażenia. Owszem, mąż mówił, że jest bałagan, ale zobaczyć to na żywo to co innego. Normalnie w szoku byłam. Dom wygląda w środku jak po powodzi. Te szare ściany, takie nieobrobione, to jak w ruderze jakiejś. Wiadomo, że to stan przejściowy, ale widok zrobił swoje. Szef ekipy aż się zaśmiał trochę z nas i pocieszał, że za kilka dni będzie lepiej.

Proszę, jaki katastroficzny widok:







Sufit:


A niżej widok na futrynę z profilami. Nie ma co prawda potrzeby montować ich w drzwiach, ale jakoś mamy dziwne przeczucie, że tak będzie dobrze i już.


Tu poniżej widok na skończoną już ścianę, ale jeszcze dość mokrą. Na wierzchu osławiony kwarc. A, i to nie ściana jest taka skośna, ale jak tak pięknie cyknęłam fotę:


No i tutaj widok na ścianę z bardzo bliska. Z lewej otarty kwarc, z prawej przyklejony. 


Nie wiem, być może jeszcze za wcześnie na oceny, ale spodziewałam się innego efektu. Wiem, że to musi wyschnąć i potem trzeba to pociągnąć gruntem, no i z farbą też będzie inaczej. Znaczy, podoba mi się, ale myślałam, że trochę inaczej to wyjdzie.

Na zewnątrz przygnębiającego widoku ciąg dalszy. Błoto cementowe, bałagan, a brama jest cała biała od pyłu. 




Naprawdę, ta wizyta wstrząsnęła mną bardzo. Mąż też się przejmuje, bo on jest pedant trochę i nie lubi jak na działce jest bałagan. Pocieszamy się, że to najbrudniejsza robota w domu i skończy się za jakiś tydzień. 

wtorek, 14 kwietnia 2015

jeszcze o tynkowaniu

Okazało się, że tynkarze zostaną u nas do końca prac, który ma nastąpić za jakiś tydzień. Nie będzie więc przerwy w tynkowaniu. Cieszę się bardzo, gdyż dom zmieni swe oblicze i będzie już tak bardziej dewelepersko  Przy okazji pochwalę się, że ekipa tynkarska jest pod wielkim wrażeniem elektryki w wykonaniu mojego osobistego małżonka, że tak dokładnie i elegancko położone wszystko. Mąż oczywiście chodzi dumny jak paw, bo w końcu wiedzą co mówią, gdyż napatrzyli się po budowach na roboty fachowców 

My tymczasem rozglądamy się pomału za piecem. Zastanawiamy się nad firmą Zębiec, polską firmą. Głowimy się tez nad rozwiązaniem kwestii ciepłej wody w domu w okresie letnim, aby nie trzeba było rozpalać w piecu. Elektryka odpada, bo za drogo. Może kolektory słoneczne? Już sami nie wiemy.

tynkujemy

Zaczęło się tynkowanie. Co prawda w pierwszy dzień panowie mieli tylko przygotować ściany i osłonić okna, ruszyli jednak z kopyta. I teraz dom wygląda jak opuszczona rudera do rozbiórki :D


W poprzednim poście oczywiście pokręciłam wszystko i ten piach potrzebny był do zaprawy, a nie jakiegoś nacierania :D

Na budowie jest 4 panów, robota idzie więc sprawnie. Tynkujemy także poddasze - ściany szczytowe, kolankowe i kominy. Jeszcze nie podjęliśmy decyzji odnośnie rodzaju tynków, ale skłaniamy ku zacieranych kwarcem. Tymczasem mąż denerwuje się, że nie zdążył wszystko sobie zrobić, zwłaszcza tej próby włącznikowej. No nic, jakoś to będzie.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

zwrot akcji

W sobotę mąż wkopał kabel do domofonu oraz do bramy pod ewentualne siłowniki do otwierania. Przyjechałam swoim rumakiem celem nadzoru prac i o mało mnie nie zatchnęło, bo tak waliło w nozdrza obornikowym aromatem. Kurcze, ale ma moc to wiejskie powietrze ;D



Mąż podłubał też sobie w elektryce, gdzie zostało mi pozamykać puszki i zrobić próbę włącznikową. Za tydzień umówieni byli tynkarze, więc rozplanował sobie wszystko tak na styk można powiedzieć. Aż nagle wczoraj, w niedzielę, dzwoni tynkarz pan Andrzej i oznajmia, że mają kilka dni obsuwy i mogą do nas zajrzeć celem rozpoczęcia prac. No bardzo nam miło i przyjemnie, ale mąż wpadł w panikę, bo kurcze, jeszcze nie skończył przecież! Olaboga! Nawet w pierwszej chwili chciał jechać na wieś i zrobić co nieco, ale była już 17.30, więc stwierdził, że to i tak mało czasu. Tak więc dziś, w poniedziałek pojechał z rana na działkę, by pokończyć co się da, ale najpierw wziął tynkarza i pojechali na zakupy. Reszta ekipy foliowała okna. Ponoć dziś nie zaczną prac oprócz robienia czegoś z piaskiem na ścianach, jak zrozumiałam coś w rodzaju wstępnego przecierania, ale głowy nie dam, bo mąż chaotycznie opowiadał. 

I tak to jest: jak się człowiekowi spieszy, to się nie można doczekać ekipy, a jak ma wyliczone na styk, to mu wchodzą na hurra. No nic, niech zaczną pomału. I tak nie skończą, bo za kilka dni wracają na tamtą budowę i dopiero jak tam skończą wrócą do nas. 

czwartek, 9 kwietnia 2015

emaliowa rozpusta

Pochwalę się trochę moimi ostatnimi zakupami. A co, nie tylko włącznikami, kabelkami i tynkami człowiek żyje :)

Zakupiłam dwa rondelki (idealne do rozpuszczania masełka lub czekolady) wraz z kubkiem oraz upolowałam w moim ulubionym sklepie pojemnik na przybory do szycia.


W sumie to kupiłam także różowy durszlak, który jest w tle z prawej strony. Nie wiem, czemu go nie wyeksponowałam :D

Mąż skwitował moje zakupy pytaniem, gdzie zamierzam to trzymać, bo teraz to chyba w szafkach będę nogą upychać. No fakt, miejsca u nas brak :D

włączniki

Elektryka prawie skończona. Mąż instaluje szybkozłączki (bardzo zabawna nazwa) i zamyka puszki. Poniżej duża łazienka.




Małżonek przygotowuje się do wielkiego sprawdzenia instalacji. Zakupiliśmy już wszystkie włączniki i będzie można testować po kolei każdy punkt. Trzeba to zrobić szybko, bo za jakiś tydzień powinien przyjść tynkarz. Oczywiście nie będziemy instalować ich na razie. Włączniki i kontakty będą z tej samej serii Sonata firmy Ospel. Proste i eleganckie  w formie. Część z podświetleniem, aby nie macać ściany po omacku (korytarze), dwa zestawy schodowe i jeden ściemniacz (do salonu). Na razie wyszło nam 19 pstryczków, co dało kwotę 327 zł razem z ramkami.



Kot się zastanawia, czy na pewno wszystko jest kupione ;)



Muszę przyznać, że wreszcie czuję, że przeprowadzka jest nie tak odległa. Wcześniej ciągle wchodziło nam coś w paradę i budowa wlokła się jak muchy w smole. Oczywiście miało to też swoje plusy, bo na spokojnie można było przemyśleć wiele spraw. Ale w tym roku wszystko jest już konkretne. Myślę, że taki pierwszy prawdopodobny termin przeprowadzki to wrzesień, ale oczywiście liczę się z tym, że zrobi się z tego listopad. Nieważne. Ważne, że Boże Narodzenie będzie przy kominku :D

środa, 8 kwietnia 2015

dach w całej krasie!

Wreszcie pogoda pozwoliła na zrobienie sesji zdjęciowej w pełni skończonego dachu. Pięknie lśni i pyszni się wiśniową czerwienią już z daleka.

Wspomnę tu jeszcze o podbitce. Dekarz tak dobrał długość blach, aby ładnie wyglądały i nie trzeba było ciąć w nieodpowiednich miejscach. Dlatego dodał więcej blachy niż były zrobione krokwie i teraz trzeba sztukować podbitkę. Mógł zrobić to dekarz, ale jak zwykle za późno o tym pomyśleliśmy bo były już dogięte blachy i trzeba by na nowo giąć nowe sztuki, czyli straty by były. Zostało więc jak jest i zabawa z tym będzie później. Niżej widać o co chodzi (z lewej strony):


Śniegowe płotki są tylko od frontu. Łapy dla kominiarza są dwie.



Na zdjęciach pod kątem widać moje piękne wiatrownice, które uwielbiam i które  sprawiają, że mam wrażenie, że dom jest z piernika :D Takie jakieś mam dziwne skojarzenia.




Wdrapałam się po drabinie celem obejrzenia okna. Bardzo ładnie doświetliło nam poddasze, więc była to dobra decyzja. Zwykłe okno włazowe byłoby za małe. Widok z piętra super, szkoda, że nie cyknęłam fotki. Oczywiście wspinaczka po drabinie kosztowała mnie wiele nerwów - strasznie się boję po niej wchodzić bo i niewygodna i wysoko jest. Brrr.

Poniżej zdjęcie, które nas dziwi. Chodzi o sposób cięcia blachy w koszach, że takie nieobrobione są. Chcieliśmy te krawędzie zabezpieczyć czymś, ale dekarz mówił, że nie ma takiej potrzeby. A może jednak warto to zrobić?







Śrubki mocujące w ogóle nie są widoczne z dołu, gdy się patrzy z ulicy. Nie dało rady inaczej przykręcać ich, gdyż łaty za płytko wchodziły w tłoczenia blachy i było za mało miejsca na wkręt. 

A co najważniejsze, dach przetrwał pierwszą próbę i nie pofrunął w niebo podczas ostatnich, przedświątecznych wichur.



wtorek, 31 marca 2015

dach położony!

Prace dekarskie skończone 

Dziś, we wtorek, po równo dwóch tygodniach, udało się skończyć wszystkie prace na dachu. Jest i okno, i rynny (poziome), i podest dla kominiarza. Miód malina! Niestety nie zobaczyłam jeszcze efektu ze względu na cudowną, wielkanocną pogodę ze śniegiem i wichrem na czele. Właściwie to cud jakiś dziś nastąpił, bo dekarze skończyli swoje prace, a za chwile rozpętało się piekło i musieli się ewakuować, bo tak lało i sypało. I właśnie dlatego tez zależało nam na wczesnym położeniu dachu, aby zdążyć przed wiosennymi deszczami.


Przejdźmy do finansów. 
Dziś rozliczyliśmy się z dekarzami oraz składem. W sklepie po raz kolejny sprzedawcy zachwycali się naszym wyborem, że to dosłownie mercedes klasy S wśród blachodachówek ze względu na grubość powłoki 55 mikronów, no i wygląd rzecz jasna. Poza tym jesteśmy pionierami w regionie jeśli chodzi o ten produkt i jak dowiedział się o tym producent, to zapowiedział, że możemy spodziewać się wycieczek pod domem celem kontemplacji pięknego dachu Poza tym zdjęcie naszego domu będzie w portfolio firmy na ich stronie, oczywiście za naszą zgodą. Ja pierdziu, jaka sława nas czeka 

Konkrety teraz. Nadmienię, że powierzchnia rzeczywista dachu to 187 mkw, a materiały liczono na 220 mkw.

blachodachówka Panorama 240 arkuszy - 6.115 zł
orynnowanie - 2.150 zł
drewno na łaty i kontrłaty - 1.450 zł
okno dachowe - 980 zł
pozostałe elementy dachu - 6.183 zł
robocizna 3.700 zł


RAZEM 20.587 zł


I tak oto najważniejsze prace zewnętrzne za nami. Teraz zabawa zacznie się w środku, bo gdzieś w połowie kwietnia wchodzi tynkarz.

poniedziałek, 30 marca 2015

jeszcze dach

Myślałam, że w piątek dekarze skończą robotę, niestety nie udało im się to gdyż: zabrakło 80 cm gąsiora, na który trzeba czekać do poniedziałku, czyli dzisiaj, oraz - o czym wcześniej kompletnie zapomnieliśmy - nie kupiliśmy podestu dla kominiarza, łap oraz płotków śniegowych. Wszystko ma przyjść razem dziś, więc jutro mogą brać się do roboty. Jednak patrząc na prognozę pogody, wątpię, aby skończyli w tym tygodniu. A, i nie położyli wiatrownic, bo w piątek zerwała się wichura i panowie woleli nie ryzykować stania na rusztowaniach. A tak niewiele już zostało  Fotorelacja będzie więc po zakończeniu prac, choć już teraz, z położoną kompletną blachodachówką oraz oknem wygląda to przepięknie.