Słonko nieśmiało wygląda zza chmur, śnieg topnieje w oczach, a w pokoju bajecznie pachnie hiacynt - i od razu człowiek ma lepszy humor! Tym lepszy, że wczoraj nasz wykonawca (Pan Grześ) obiecał, że lada moment ruszamy, może jeszcze w kwietniu. Akurat ziemia ładnie obeschnie i nie będziemy tonąć w błocie, jaki jest teraz na działce.
Trochę wiosny:
czwartek, 11 kwietnia 2013
niedziela, 7 kwietnia 2013
wiosna, wiosna, ach to ty?!
Prawie połowa kwietnia, a śnieg na polach. Ale chyba idzie ku lepszemu, bo malowniczy strumyk płynie przez naszą działkę, więc jak nic wiosenne roztopy :) Przy okazji oględzin na działce mogliśmy zaobserwować, jak się zachowuje nadmiar wody i już wiemy, co zrobić podczas wyrównywania terenu wokół domu.
A taki będzie widok z kuchni zimową porą.
A taki będzie widok z kuchni zimową porą.
wtorek, 26 lutego 2013
drobiazgi zakupowe
Ta zima już tak mnie dobija, że musiałam sobie poprawić humor. A ponieważ z budową ciągle trzeba się wstrzymać w oczekiwaniu na wiosnę, to pozostały tylko drobne zakupy, najlepiej do kuchni :) Moje ostatnie polepszacze nastroju to:
komplet sztućców
patera:
i szczotka.
Ładne dla oka i pożyteczne drobiazgi.
komplet sztućców
patera:
dwa słoiki:
ściereczki do kurzu:Ładne dla oka i pożyteczne drobiazgi.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
wizualizacja zmian
Czas pokazać zmiany, jakie nanieśliśmy w domu. Generalnie chodzi o to, że zdecydowaliśmy się na drugą łazienkę z prysznicem, zamiast tylko wc. Zmiana główna polega zaś na tym, że została ona przeniesiona z prawej strony na lewą. Zobaczmy jak to wyglądało pierwotnie na projekcie:
Na powyższym planie wc jest właśnie po prawej stronie zaraz przy kotłowni. Nowa łazienka została przeniesiona na lewo w miejsce planowanej garderoby (dorysowane na czerwono pomieszczenie przy kominku). Zmiana stron podyktowana była tym, że w oryginalnym miejscu małego wc jest za ciasno na prysznic i trzeba byłoby zmniejszyć kotłownię, a problem polega na tym ,że trzeba ją właśnie powiększyć, bo mi się piec nie zmieści. Tak więc teraz pytanie brzmi, czy uda nam się zrobić garderobę, czy też zlikwidować ją kosztem dużej kotłowni. Przyjmując jednak, że będzie garderoba, mój domek wyglądałby tak jak poniższym obrazku. Twórczość własna w miarę oddająca zamysł ustawienia mebli oraz kolorów. Tak mniej więcej.
Widok od wejścia, czyli od ulicy:
Widok od ogrodu, czyli tarasu:
Mnie się bardzo podoba ten układ i mam nadzieję, że na żywo też będzie fajnie i nie trzeba będzie przestawiać ścian.
Na powyższym planie wc jest właśnie po prawej stronie zaraz przy kotłowni. Nowa łazienka została przeniesiona na lewo w miejsce planowanej garderoby (dorysowane na czerwono pomieszczenie przy kominku). Zmiana stron podyktowana była tym, że w oryginalnym miejscu małego wc jest za ciasno na prysznic i trzeba byłoby zmniejszyć kotłownię, a problem polega na tym ,że trzeba ją właśnie powiększyć, bo mi się piec nie zmieści. Tak więc teraz pytanie brzmi, czy uda nam się zrobić garderobę, czy też zlikwidować ją kosztem dużej kotłowni. Przyjmując jednak, że będzie garderoba, mój domek wyglądałby tak jak poniższym obrazku. Twórczość własna w miarę oddająca zamysł ustawienia mebli oraz kolorów. Tak mniej więcej.
Widok od wejścia, czyli od ulicy:
Widok od ogrodu, czyli tarasu:
Mnie się bardzo podoba ten układ i mam nadzieję, że na żywo też będzie fajnie i nie trzeba będzie przestawiać ścian.
niedziela, 27 stycznia 2013
...na całej połaci śnieg...
Pojechaliśmy na wieś poszukać wiosny, niestety nic jej jeszcze nie zapowiada. Zima w pełni, śnieg prawie po kolana i minus 12 stopni, aż palce grabiały robiąc zdjęcia. Ale za to jak pięknie! Dobra, przyznam się, że już nie możemy się doczekać, aby przyszła odwilż i zacząć wreszcie budowę na poważnie.
Gdy za oknem trzaskający mróz, nie ma to jak domowe zacisze i cudowne zapachy unoszące się z kuchni, a dokładnie z piekarnika. Jabłuszka z cynamonem w drożdżowych becikach. Mniam!
Gdy za oknem trzaskający mróz, nie ma to jak domowe zacisze i cudowne zapachy unoszące się z kuchni, a dokładnie z piekarnika. Jabłuszka z cynamonem w drożdżowych becikach. Mniam!
poniedziałek, 7 stycznia 2013
koniec sezonu budowlanego 2012
05.12.2012
Przyszedł czas na zakończenie prac budowlanych w tym roku. 24 listopada ekipa budowlana wkroczyła na działkę i z werwą wzięli się za wylewnie chudziaka. Znaczy najpierw elegancko koparka rozprowadziła piasek po "podłodze" i uporządkowała teren wokół, a potem grucha wylała beton na moją pierwszą posadzkę. Wyszło pięknie!
W tym roku wydaliśmy na budowę 22.716 zł, wliczając zakup projektu, opłaty, materiały budowlane i robociznę. Teraz mam czas na dokształcenie się w kierunku budowlanym i projektowanie, projektowanie i jeszcze raz projektowanie.
Przyszedł czas na zakończenie prac budowlanych w tym roku. 24 listopada ekipa budowlana wkroczyła na działkę i z werwą wzięli się za wylewnie chudziaka. Znaczy najpierw elegancko koparka rozprowadziła piasek po "podłodze" i uporządkowała teren wokół, a potem grucha wylała beton na moją pierwszą posadzkę. Wyszło pięknie!
W tym roku wydaliśmy na budowę 22.716 zł, wliczając zakup projektu, opłaty, materiały budowlane i robociznę. Teraz mam czas na dokształcenie się w kierunku budowlanym i projektowanie, projektowanie i jeszcze raz projektowanie.
ślamazarnie, ale idzie
20.11.2012
Wlecze się nam ta budowa, oj wlecze :( Wykonawca zajęty, więc u nas przestój, ale i pogoda płatała figle. No ale zawsze coś tam się zrobi. I tak 10 listopada nasz domek urósł sobie o 4 warstwy bloczków fundamentowych. Wreszcie widać trochę naszą inwestycję. I sama już nie wiem, czy dom jest mały, czy duży.
Podczas budowy ścian wyszła pewna kwestia, dotąd niezauważona przez nikogo. Okazało się, że fundament pod komin od kotłowni był nie z tej strony zrobiony. Zamiast w wc był w pokoju, do którego w zasadzie by się nie weszło, bo tarasowałby przejście. Majster zauważył błąd dopiero teraz i spróbował zaradzić temu.
Po zaschnięciu zaprawy, kilka dni później, pomalowano ścianki masą bitumiczną, celem izolacji przeciwwilgociowej. Jeszcze później na działkę wjechał ciężki sprzęt pod postacią koparko-spycharki i rozdyźdał hałdy humusu dookoła domu, aby zrobić miejsce na piasek do zasypania fundamentów. Pamiętni problemów z gruchą z betonem, która połamała nam jeden betonowy krąg w podjeździe, zrobiliśmy nawet drugi mini-wjazd na naszą działkę od strony niezabudowanej sąsiedniej działki (oczywiście za zgodą jej właściciela) i wielka ciężarówka z piachem przywiozła 60 ton plaży. Ale to i tak za mało, bo trzeba domówić jeszcze drugie 60 ton.
Żeby nie było tak pięknie, to pan od koparki uszkodził nam 6 bloczków fundamentowych i trzeba je usunąć i na nowo wymurować ściankę :/
W najbliższy weekend wykonawca obiecał piach ubić i zalać chudziak. I to byłby koniec prac budowlanych w tym sezonie.
Wlecze się nam ta budowa, oj wlecze :( Wykonawca zajęty, więc u nas przestój, ale i pogoda płatała figle. No ale zawsze coś tam się zrobi. I tak 10 listopada nasz domek urósł sobie o 4 warstwy bloczków fundamentowych. Wreszcie widać trochę naszą inwestycję. I sama już nie wiem, czy dom jest mały, czy duży.
Podczas budowy ścian wyszła pewna kwestia, dotąd niezauważona przez nikogo. Okazało się, że fundament pod komin od kotłowni był nie z tej strony zrobiony. Zamiast w wc był w pokoju, do którego w zasadzie by się nie weszło, bo tarasowałby przejście. Majster zauważył błąd dopiero teraz i spróbował zaradzić temu.
Po zaschnięciu zaprawy, kilka dni później, pomalowano ścianki masą bitumiczną, celem izolacji przeciwwilgociowej. Jeszcze później na działkę wjechał ciężki sprzęt pod postacią koparko-spycharki i rozdyźdał hałdy humusu dookoła domu, aby zrobić miejsce na piasek do zasypania fundamentów. Pamiętni problemów z gruchą z betonem, która połamała nam jeden betonowy krąg w podjeździe, zrobiliśmy nawet drugi mini-wjazd na naszą działkę od strony niezabudowanej sąsiedniej działki (oczywiście za zgodą jej właściciela) i wielka ciężarówka z piachem przywiozła 60 ton plaży. Ale to i tak za mało, bo trzeba domówić jeszcze drugie 60 ton.
Żeby nie było tak pięknie, to pan od koparki uszkodził nam 6 bloczków fundamentowych i trzeba je usunąć i na nowo wymurować ściankę :/
W najbliższy weekend wykonawca obiecał piach ubić i zalać chudziak. I to byłby koniec prac budowlanych w tym sezonie.
ściągamy humus
25.10.2012
Po odczekaniu tygodniu na zawiązanie się betonu, można było przystąpić do ściągania humusu. Mąż obleciał okoliczne firmy i wynajął koparkę za 80zł za godzinę. Udało się elegancko uprzątnąć ziemię, na szczęście warstwa humusu była dość mała, tyle że na działce jest teraz trochę księżycowy krajobraz. Mąż pracowicie pozamiatał resztki ziemi z betonu i oczom naszym ukazał się cały zarys domu. I kurcze, jakiś taki malutki ten domek. Wzięliśmy nawet metrówkę i mierzyliśmy, czy aby na pewno są to właściwe wymiary i rzeczywiście są.
Teraz czekamy, aż majster znajdzie czas i dokończy nam stan zero. Niestety, nadchodzą przymrozki, a to znowu oddala termin robót. Najgorsze jest to, że są małe szanse na to, że w tym roku postawimy ściany i dach, gdyż wykonawca się nie wyrobi. No nic, zobaczymy jak to wyjdzie.
Przy okazji Mąż wydłubał pęknięty kręg z podjazdu i teraz spróbujemy wstawić nowy.
Po odczekaniu tygodniu na zawiązanie się betonu, można było przystąpić do ściągania humusu. Mąż obleciał okoliczne firmy i wynajął koparkę za 80zł za godzinę. Udało się elegancko uprzątnąć ziemię, na szczęście warstwa humusu była dość mała, tyle że na działce jest teraz trochę księżycowy krajobraz. Mąż pracowicie pozamiatał resztki ziemi z betonu i oczom naszym ukazał się cały zarys domu. I kurcze, jakiś taki malutki ten domek. Wzięliśmy nawet metrówkę i mierzyliśmy, czy aby na pewno są to właściwe wymiary i rzeczywiście są.
Teraz czekamy, aż majster znajdzie czas i dokończy nam stan zero. Niestety, nadchodzą przymrozki, a to znowu oddala termin robót. Najgorsze jest to, że są małe szanse na to, że w tym roku postawimy ściany i dach, gdyż wykonawca się nie wyrobi. No nic, zobaczymy jak to wyjdzie.
Przy okazji Mąż wydłubał pęknięty kręg z podjazdu i teraz spróbujemy wstawić nowy.
zakupy, zakupy
19.10.2012
Nie mogłam oprzeć się pokusie i postanowiłam pochwalić się moimi najnowszymi zdobyczami. Dom co prawda na dzień dzisiejszy dopiero fundamenty, ale ja staram się sukcesywnie poszerzać swoje wyposażenie :D.
Stworzyłam nawet małą artystyczną kompozycję, aby godnie zaprezentować nowe nabytki :D
Na zdjęciu:
Nowe kieliszki w uwielbianym przeze mnie stylu retro.
Nowa taca w tym samym stylu. Jest duża, ale zadziwiająco lekka, z żeliwnymi rączkami.
30-letnią cukierniczkę z posrebrzaną pokrywką dostałam w spadku od mamy, która to dostała ją właśnie 30 lat temu na imieniny.
Posrebrzane łyżeczki to równie wiekowy prezent dla mojej mamy, przekazany teraz mnie.
I filiżanki. Cudne, porcelanowe filiżanki by Laura Ashley kupione na wyprzedaży.
Nie mogłam oprzeć się pokusie i postanowiłam pochwalić się moimi najnowszymi zdobyczami. Dom co prawda na dzień dzisiejszy dopiero fundamenty, ale ja staram się sukcesywnie poszerzać swoje wyposażenie :D.
Stworzyłam nawet małą artystyczną kompozycję, aby godnie zaprezentować nowe nabytki :D
Na zdjęciu:
Nowe kieliszki w uwielbianym przeze mnie stylu retro.
Nowa taca w tym samym stylu. Jest duża, ale zadziwiająco lekka, z żeliwnymi rączkami.
30-letnią cukierniczkę z posrebrzaną pokrywką dostałam w spadku od mamy, która to dostała ją właśnie 30 lat temu na imieniny.
Posrebrzane łyżeczki to równie wiekowy prezent dla mojej mamy, przekazany teraz mnie.
I filiżanki. Cudne, porcelanowe filiżanki by Laura Ashley kupione na wyprzedaży.
pierwszy dzień budowy
14.10.2012
W sobotę 13 października 2012 roku nastąpił pierwszy dzień budowy naszego domu. Nareszcie!!! Ekipa budowlana zjechała o 7.30, zaraz po Inwestorze w osobie mojego męża. Aura nie bardzo nam sprzyjała, gdyż było pochmurno i trochę mżyło, co bardzo martwiło mnie już od dnia poprzedniego, gdy zobaczyłam prognozę pogody. Ale los nam sprzyjał i z każdą chwilą pogoda poprawiała się.
Najpierw majster wbił drewniane płotki zwane ławami i elegancko zaznaczył kredą na trawie linie, według których koparka miała kopać. Fundamenty wyznaczono na 90cm głębokości i 40cm szerokości. Pięknie się kopało, gdyż grunt był suchy, acz gliniasty, więc nic się nie osypywało.
Następnie panowie zaczęli tworzyć zbrojenia i wrzucili je do dołów. Z zakupionych 28 sztuk prętów zużyliśmy ok. 20szt.
Równo ze mną przyjechała wielka grucha z betonem, a nawet dwie. I od razu pojawił się problem, bo operator gruchy kategorycznie odmówił lania betonu z jezdni (pomimo pompy), gdyż bał się wchodzić w konflikt z ruchem drogowym. Powiedział, że musi wjechać na naszą działkę, czyli na niewykończony podjazd. Zmartwiło nas to bardzo. Podejrzewaliśmy najgorsze, czyli, że betonowe kręgi nie wytrzymają 40 ton i pękną i szlag trafi 900zł wydane na podjazd. Czarne myśli się sprawdziły. Niestety. Strzelił co najmniej jeden krąg. Cóż, oby na szczęście. Poniżej Inwestor (na pierwszym planie) czujnym okiem dogląda robotników.
No to zaczęliśmy lać! Przerażająca nieco grucha z wielkim wysięgnikiem zaczęła prychać, bulgotać, trząść się i trysnęło z rury...wodą. A czemu taki rzadki ten beton?! – wyrwało mi się z niepokojem. Pani się nie martwi, to tylko woda na początku. Co by na sucho nie szło – odpowiedział operator gruchy. No i się zaczęło. Gęsta zupa B20 płynęła sobie i płynęła.
W międzyczasie Inwestorka odprawiała czary-mary, zadziwiając tym robotników. W każdy róg domu wrzuciłam złoty pieniążek (nowe 2 grosze) na szczęście oraz szczyptę soli , by odgonić złe moce. Pod progiem drzwi wejściowych poszło zaś 8 monet grosikowych (liczba 8 przyciąga sukces i pieniądze), szczyptę soli na złe moce, okruszki chleba, by zawsze było co jeść w domu i szczyptę cukru, by słodkie wieść w nim życie. Tak, gusła to są, ale nie zaszkodzą, a może pomogą. Inwestorka na załączonym obrazku.
Tymczasem beton lał się i lał, aż się skończył. A tu jeszcze brakowało trochę. Na szczęście nie trzeba było domawiać nowego (koszta!), bo wystarczyło spuścić z gruchy resztki betonu i taczkami dowieźć do fundamentów. Akurat było tam na 3 brakujące taczki. Razem poszło dokładnie 21 metrów betonu.
Ekipa pięknie wygładziła beton niczym masło na kanapce, posprzątała po sobie i odjechała o 14ej, zostawiając szczęśliwych, acz pochlapanych betonem i zmęczonych wrażeniami Inwestorów. wieczorem fundamenty zostały solidnie oblane, żeby nie popękały.
W sobotę 13 października 2012 roku nastąpił pierwszy dzień budowy naszego domu. Nareszcie!!! Ekipa budowlana zjechała o 7.30, zaraz po Inwestorze w osobie mojego męża. Aura nie bardzo nam sprzyjała, gdyż było pochmurno i trochę mżyło, co bardzo martwiło mnie już od dnia poprzedniego, gdy zobaczyłam prognozę pogody. Ale los nam sprzyjał i z każdą chwilą pogoda poprawiała się.
Najpierw majster wbił drewniane płotki zwane ławami i elegancko zaznaczył kredą na trawie linie, według których koparka miała kopać. Fundamenty wyznaczono na 90cm głębokości i 40cm szerokości. Pięknie się kopało, gdyż grunt był suchy, acz gliniasty, więc nic się nie osypywało.
Następnie panowie zaczęli tworzyć zbrojenia i wrzucili je do dołów. Z zakupionych 28 sztuk prętów zużyliśmy ok. 20szt.
Równo ze mną przyjechała wielka grucha z betonem, a nawet dwie. I od razu pojawił się problem, bo operator gruchy kategorycznie odmówił lania betonu z jezdni (pomimo pompy), gdyż bał się wchodzić w konflikt z ruchem drogowym. Powiedział, że musi wjechać na naszą działkę, czyli na niewykończony podjazd. Zmartwiło nas to bardzo. Podejrzewaliśmy najgorsze, czyli, że betonowe kręgi nie wytrzymają 40 ton i pękną i szlag trafi 900zł wydane na podjazd. Czarne myśli się sprawdziły. Niestety. Strzelił co najmniej jeden krąg. Cóż, oby na szczęście. Poniżej Inwestor (na pierwszym planie) czujnym okiem dogląda robotników.
No to zaczęliśmy lać! Przerażająca nieco grucha z wielkim wysięgnikiem zaczęła prychać, bulgotać, trząść się i trysnęło z rury...wodą. A czemu taki rzadki ten beton?! – wyrwało mi się z niepokojem. Pani się nie martwi, to tylko woda na początku. Co by na sucho nie szło – odpowiedział operator gruchy. No i się zaczęło. Gęsta zupa B20 płynęła sobie i płynęła.
W międzyczasie Inwestorka odprawiała czary-mary, zadziwiając tym robotników. W każdy róg domu wrzuciłam złoty pieniążek (nowe 2 grosze) na szczęście oraz szczyptę soli , by odgonić złe moce. Pod progiem drzwi wejściowych poszło zaś 8 monet grosikowych (liczba 8 przyciąga sukces i pieniądze), szczyptę soli na złe moce, okruszki chleba, by zawsze było co jeść w domu i szczyptę cukru, by słodkie wieść w nim życie. Tak, gusła to są, ale nie zaszkodzą, a może pomogą. Inwestorka na załączonym obrazku.
Tymczasem beton lał się i lał, aż się skończył. A tu jeszcze brakowało trochę. Na szczęście nie trzeba było domawiać nowego (koszta!), bo wystarczyło spuścić z gruchy resztki betonu i taczkami dowieźć do fundamentów. Akurat było tam na 3 brakujące taczki. Razem poszło dokładnie 21 metrów betonu.
Ekipa pięknie wygładziła beton niczym masło na kanapce, posprzątała po sobie i odjechała o 14ej, zostawiając szczęśliwych, acz pochlapanych betonem i zmęczonych wrażeniami Inwestorów. wieczorem fundamenty zostały solidnie oblane, żeby nie popękały.
w blokach startowych
05.10.2012
Wczoraj na naszą działeczkę wjechał Pan Geodeta ze swoim trójnogim sprzętem i ze szwajcarską precyzją ładnie wkomponował nam domek. Przy okazji okazało się, że jakoś źle wyliczyliśmy sobie położenie domu, gdyż według nas dom byłby w odległości 7,8 m od krawędzi drogi, a to wydało nam się za blisko i już się martwiliśmy. Chcieliśmy odsunąć dom o 1m w głąb działki, ale to mogło się wiązać ze skomplikowaną procedurą papierkową. No i Pan Geodeta powiedział, że nic nie trzeba załatwiać, bo na projekcie dom jest jakieś 8,7 m od krawędzi drogi, a my po prostu nie umieliśmy tego odczytać z rysunków. Tak więc jesteśmy bardzo zadowoleni z zakończenia sprawy. No może nie tak bardzo zadowoleni, bo 400zł trzeba było zapłacić geodecie, ale i tak utargowaliśmy stówkę :D
Wczoraj na naszą działeczkę wjechał Pan Geodeta ze swoim trójnogim sprzętem i ze szwajcarską precyzją ładnie wkomponował nam domek. Przy okazji okazało się, że jakoś źle wyliczyliśmy sobie położenie domu, gdyż według nas dom byłby w odległości 7,8 m od krawędzi drogi, a to wydało nam się za blisko i już się martwiliśmy. Chcieliśmy odsunąć dom o 1m w głąb działki, ale to mogło się wiązać ze skomplikowaną procedurą papierkową. No i Pan Geodeta powiedział, że nic nie trzeba załatwiać, bo na projekcie dom jest jakieś 8,7 m od krawędzi drogi, a my po prostu nie umieliśmy tego odczytać z rysunków. Tak więc jesteśmy bardzo zadowoleni z zakończenia sprawy. No może nie tak bardzo zadowoleni, bo 400zł trzeba było zapłacić geodecie, ale i tak utargowaliśmy stówkę :D
jeszcze papierologia
17.09.2012
Złożyliśmy zawiadomienie o rozpoczęciu budowy. Ech, żeby wszystkie te procedury były takie łatwe i przyjemne jak składanie ZAWIADOMIEŃ. Kierownik budowy zażyczył sobie 1000 zł płatne przy odbiorze stanu surowego zamkniętego, wliczając w to koszt odbioru zjazdu.
Umowa z wykonawcą też już podpisana, ale zaczniemy chyba 1 października, tak pi razy drzwi. Oby jesień była sucha, to może się wyrobimy ze wszystkim przed zimą i dach będzie sobie dumnie stał.
A ja naiwna myślałam, że na Boże Narodzenie – w tym roku – już się wprowadzę. Taaa. W sumie straciliśmy dobre 4 miesiące na głupie czekanie na różnego rodzaju pozwolenia i decyzje. Gdyby nie to, pewnie bym już sobie wybierała kolor farby do salonu. Ale pewnie jeszcze nie raz się zdziwię podczas budowy.
Złożyliśmy zawiadomienie o rozpoczęciu budowy. Ech, żeby wszystkie te procedury były takie łatwe i przyjemne jak składanie ZAWIADOMIEŃ. Kierownik budowy zażyczył sobie 1000 zł płatne przy odbiorze stanu surowego zamkniętego, wliczając w to koszt odbioru zjazdu.
Umowa z wykonawcą też już podpisana, ale zaczniemy chyba 1 października, tak pi razy drzwi. Oby jesień była sucha, to może się wyrobimy ze wszystkim przed zimą i dach będzie sobie dumnie stał.
A ja naiwna myślałam, że na Boże Narodzenie – w tym roku – już się wprowadzę. Taaa. W sumie straciliśmy dobre 4 miesiące na głupie czekanie na różnego rodzaju pozwolenia i decyzje. Gdyby nie to, pewnie bym już sobie wybierała kolor farby do salonu. Ale pewnie jeszcze nie raz się zdziwię podczas budowy.
idzie jesień
15.08.2012
Kupiłam sobie do domu trochę ciętych kwiatków. Piękne astry zwiastują nadchodzącą jesień, tym bardziej odczuwalną, że za oknem deszcz i tylko 16 stopni. Ale ja uwielbiam tę porę roku, więc już się nie mogę doczekać spadających liści. Wrzesień kojarzy się mi się z samymi dobrymi rzeczami i wydarzeniami, nawet budowa domu rozpocznie się we wrześniu! Tymczasem w radio leci "What a wonderfull world" L. Armstronga, kot śpi na ławie, ja piję pyszną kawkę i delektuję się ostatnimi dniami urlopu. Tak więc kwiatki na poprawę humoru :)
Kupiłam sobie do domu trochę ciętych kwiatków. Piękne astry zwiastują nadchodzącą jesień, tym bardziej odczuwalną, że za oknem deszcz i tylko 16 stopni. Ale ja uwielbiam tę porę roku, więc już się nie mogę doczekać spadających liści. Wrzesień kojarzy się mi się z samymi dobrymi rzeczami i wydarzeniami, nawet budowa domu rozpocznie się we wrześniu! Tymczasem w radio leci "What a wonderfull world" L. Armstronga, kot śpi na ławie, ja piję pyszną kawkę i delektuję się ostatnimi dniami urlopu. Tak więc kwiatki na poprawę humoru :)
ekipa wybrana
14.08.2012
Wybraliśmy ekipę. Firma jest z polecenia (sąsiad obok budował z nimi), robią dobre wrażenie i co najważniejsze naprawdę mają dobre opinie u wielu osób. Poza tym mają znajomości w okolicznych składach budowlanych, więc możemy liczyć na rabaciki. Właściciel chętnie doradza i sugeruje różne warianty, co jest bardzo pomocne. Całość wycenił na 20.000zł, bez wiązarów i pokrycia dachu. Szczegółowo wygląda to tak:
FUNDAMENTY: 5.000
- kopanie, zbrojenie, zalewanie ław fundamentowych
- wymurowanie z bloczka ścian fund.
- izolacja pozioma i pionowa ścian fund.
- kanalizacja pozioma pod chudziakiem
- zasypanie i zagęszczenie piachu pod chudziak
- zalewanie chudziaka
PARTER: 9.000
- wymurowanie ścian zewn. i nośnych wewn. do poziomu wieńca
- wymurowanie ścianek działowych
- wymurowanie kominów ponad dach + klinkier
- szalowanie, zbrojenie i zalewanie wieńca
PODDASZE: 6.000
- wymurowanie szczytów
- strop drewniany
- dach bez deskowania
Jeśli zdecydujemy się, aby zrobili nam wiązary, to będzie osobna wycena, ale i tak nie kładą blachodachówki. A, i zaczynamy na początku września!
Wybraliśmy ekipę. Firma jest z polecenia (sąsiad obok budował z nimi), robią dobre wrażenie i co najważniejsze naprawdę mają dobre opinie u wielu osób. Poza tym mają znajomości w okolicznych składach budowlanych, więc możemy liczyć na rabaciki. Właściciel chętnie doradza i sugeruje różne warianty, co jest bardzo pomocne. Całość wycenił na 20.000zł, bez wiązarów i pokrycia dachu. Szczegółowo wygląda to tak:
FUNDAMENTY: 5.000
- kopanie, zbrojenie, zalewanie ław fundamentowych
- wymurowanie z bloczka ścian fund.
- izolacja pozioma i pionowa ścian fund.
- kanalizacja pozioma pod chudziakiem
- zasypanie i zagęszczenie piachu pod chudziak
- zalewanie chudziaka
PARTER: 9.000
- wymurowanie ścian zewn. i nośnych wewn. do poziomu wieńca
- wymurowanie ścianek działowych
- wymurowanie kominów ponad dach + klinkier
- szalowanie, zbrojenie i zalewanie wieńca
PODDASZE: 6.000
- wymurowanie szczytów
- strop drewniany
- dach bez deskowania
Jeśli zdecydujemy się, aby zrobili nam wiązary, to będzie osobna wycena, ale i tak nie kładą blachodachówki. A, i zaczynamy na początku września!
ogrodzenie
13.08.2012
Dostaliśmy decyzję w sprawie ogrodzenia. Zarząd dróg ustalił odległość na nie mniej niż 3,8m od krawędzi drogi, co nas satysfakcjonuje, bo nastawiliśmy się na 4,3m, co już uszczupliłoby naszą działkę. No ale musieli dostosować warunki do tego, co ma sąsiad, więc ogrodzenia będą w jednej linii.
Dostaliśmy decyzję w sprawie ogrodzenia. Zarząd dróg ustalił odległość na nie mniej niż 3,8m od krawędzi drogi, co nas satysfakcjonuje, bo nastawiliśmy się na 4,3m, co już uszczupliłoby naszą działkę. No ale musieli dostosować warunki do tego, co ma sąsiad, więc ogrodzenia będą w jednej linii.
urzędy, urzędy
26.07.2012
Jestem po kolejnej wizycie w starostwie. Tym razem otrzymałam stempelki na pozwoleniu na budowę, czyniąc je tym samym prawomocnym. Ponadto założyłam dziennik budowy oraz złożyłam zgłoszenie budowy ogrodzenia, tzn. chciałam złożyć, ale tu pokazały się schody. Mianowicie potrzebna była mapka z narysowanym ogrodzeniem od strony drogi, po którą trzeba było udać się do innego pokoju, czyli zarządu dróg. Udałam się tam i dwóch miłych oraz uprzejmych panów siedzących razem w pokoju oznajmiło mi, że chwila, chwila, to nie tak hop siup i w ogóle to niech pani sobie usiądzie. Trzeba złożyć wniosek. Trzeba skserować mapki. Trzeba skserować akt notarialny. No i w jakiej odległości pani chce te ogrodzenie bo w ogóle tam jest problem z odległością od krawędzi drogi, bo rów, bo to powiatowa droga, a ksero to jest w innym budynku, ale ojej jaki ładny ten domeczek. Zrobiło się zamieszanie. Ale że mój urok chyba na nich zadziałał albo nie wiem co, sami mi pokserowali dokumenty i mam tylko zadzwonić w sprawie odległości ogrodzenia, a akt notarialny donieść przy okazji. Tylko że to wszystko potrwa 2 tygodnie. Chyba że uda mi się jeszcze ich zaczarować i załatwią szybciej :D
Jestem po kolejnej wizycie w starostwie. Tym razem otrzymałam stempelki na pozwoleniu na budowę, czyniąc je tym samym prawomocnym. Ponadto założyłam dziennik budowy oraz złożyłam zgłoszenie budowy ogrodzenia, tzn. chciałam złożyć, ale tu pokazały się schody. Mianowicie potrzebna była mapka z narysowanym ogrodzeniem od strony drogi, po którą trzeba było udać się do innego pokoju, czyli zarządu dróg. Udałam się tam i dwóch miłych oraz uprzejmych panów siedzących razem w pokoju oznajmiło mi, że chwila, chwila, to nie tak hop siup i w ogóle to niech pani sobie usiądzie. Trzeba złożyć wniosek. Trzeba skserować mapki. Trzeba skserować akt notarialny. No i w jakiej odległości pani chce te ogrodzenie bo w ogóle tam jest problem z odległością od krawędzi drogi, bo rów, bo to powiatowa droga, a ksero to jest w innym budynku, ale ojej jaki ładny ten domeczek. Zrobiło się zamieszanie. Ale że mój urok chyba na nich zadziałał albo nie wiem co, sami mi pokserowali dokumenty i mam tylko zadzwonić w sprawie odległości ogrodzenia, a akt notarialny donieść przy okazji. Tylko że to wszystko potrwa 2 tygodnie. Chyba że uda mi się jeszcze ich zaczarować i załatwią szybciej :D
pomysły
25.07.2012
W międzyczasie zrobiłam taki prosty projekt z wizualizacją wnętrza domu, czyli co gdzie ma stać. Trochę to koślawe i nie dokońca zgadzają się wymiary, ale cóż, nie jestem projektantem :D
Ciągle jeszcze jest kwestia sporna w sprawie małego wc, czy wstawić tam prysznic, czy nie, gdyż wiązałoby się to ze zmniejszeniem kotłowni o 30cm.
Znalazłam również zdjęcie z tarasem moich marzeń. Do tego będziemy dążyć. Oczywiście chodzi o sam taras, a nie o okiennice. Nie podoba mi się również to połączenie dachu z daszkiem tarasu.
W międzyczasie zrobiłam taki prosty projekt z wizualizacją wnętrza domu, czyli co gdzie ma stać. Trochę to koślawe i nie dokońca zgadzają się wymiary, ale cóż, nie jestem projektantem :D
Ciągle jeszcze jest kwestia sporna w sprawie małego wc, czy wstawić tam prysznic, czy nie, gdyż wiązałoby się to ze zmniejszeniem kotłowni o 30cm.
Znalazłam również zdjęcie z tarasem moich marzeń. Do tego będziemy dążyć. Oczywiście chodzi o sam taras, a nie o okiennice. Nie podoba mi się również to połączenie dachu z daszkiem tarasu.
przymiarki do budowy
25.07.2012
Za nami pierwsza rozmowa z wykonawcą. Miły i kompetentny właściciel firmy budowlanej został nam polecony przez sąsiada i znajomego zarazem, liczymy wiec na rzetelną pracę - o ile się na niego zdecydujemy. Fachowiec obejrzał działkę i zwrócił uwagę na kilka ważnych aspektów i optymistycznie podszedł do budowy naszego domu. Między wierszami dało się wyczuć, że taki projekt to dla niego pikuś i nawet nie zauważy takiego zlecenia. Pocieszające to bardzo, bo budowę samych ścian ocenił na 1,5 tygodnia. Oczywiście zaoferował budowę całości, czyli fundamenty, ściany oraz więźbę bez pokrycia dachu. W piątek otrzymamy wycenę, ale już wiem, że ich ceny są atrakcyjne. Poczekamy i zobaczymy.
Za nami pierwsza rozmowa z wykonawcą. Miły i kompetentny właściciel firmy budowlanej został nam polecony przez sąsiada i znajomego zarazem, liczymy wiec na rzetelną pracę - o ile się na niego zdecydujemy. Fachowiec obejrzał działkę i zwrócił uwagę na kilka ważnych aspektów i optymistycznie podszedł do budowy naszego domu. Między wierszami dało się wyczuć, że taki projekt to dla niego pikuś i nawet nie zauważy takiego zlecenia. Pocieszające to bardzo, bo budowę samych ścian ocenił na 1,5 tygodnia. Oczywiście zaoferował budowę całości, czyli fundamenty, ściany oraz więźbę bez pokrycia dachu. W piątek otrzymamy wycenę, ale już wiem, że ich ceny są atrakcyjne. Poczekamy i zobaczymy.
jest pozwolenie na budowę!!!
17.07.2012
Kolejny ważny krok za nami. Dostaliśmy POZWOLENIE NA BUDOWĘ!!!! Po zaledwie 7 dniach od złożenia, tak jak obiecała pani architekt, odebrałam nasz projekt z poprawkami oraz z pozwoleniem. Teraz tylko muszę poczekać aż się uprawomocni, a do tego potrzebny stempelek w starostwie. Przy okazji załatwię sprawę dziennika budowy o raz zgłoszenia budowy ogrodzenia na działce. No, sprawa nabiera rumieńców.
Kolejny ważny krok za nami. Dostaliśmy POZWOLENIE NA BUDOWĘ!!!! Po zaledwie 7 dniach od złożenia, tak jak obiecała pani architekt, odebrałam nasz projekt z poprawkami oraz z pozwoleniem. Teraz tylko muszę poczekać aż się uprawomocni, a do tego potrzebny stempelek w starostwie. Przy okazji załatwię sprawę dziennika budowy o raz zgłoszenia budowy ogrodzenia na działce. No, sprawa nabiera rumieńców.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















