poniedziałek, 31 sierpnia 2015

kotłownia gotowa!

No, udało się. Co prawda hydraulik skończył kotłownię kilka dni temu, ale jakoś nie miałam nastroju  na wpisy tu, może ze względu na kwoty do zapłacenia w związku z tym.

Ogólnie wygląda wszystko bardzo ładnie. Jest i zlew, i bojler i mnóstwo rurek różnego rodzaju. Materiały z górnej półki, bo na takich tylko robi nasz fachowiec, gwarantując nam niezawodność. Akurat na hydraulice nie chcę oszczędzać.




Musimy jeszcze przejść z mężem szkolenie co z czym tu się je. Nie było także próby ogniowej, a na tym nam najbardziej zależy, bo nie mamy pojęcia jak obsługiwać tego zielonego potwora. Dlatego też za robociznę wolałabym zapłacić po testach.

Finansowo wyszło tak:

materiały (rurki, bojler, 2 wielkie grzejniki na strych) 7.600 zł
robocizna 3.200 zł

razem 10.800 zł

Kilka miesięcy wcześniej hydraulik mówił o 3 tys. za materiały, a tu tyle wyszło. Grrrr. Ważne, by wszystko latało, jak to mówi mój mąż, znaczy działało. Swoją drogą nie mogę wyjść z podziwu, że ta wielka cysterna tak sobie wisi na ścianie i nie zerwała się jeszcze pod własnym ciężarem. W końcu te ściany to nie żelbeton, a jednak wszystko się trzyma.

środa, 26 sierpnia 2015

zlew gospodarczy

Zakupiłam do kotłowni zlew gospodarczy z ruchomą wylewką. Jak się ktoś uprze to i weźmie sobie prysznic siedząc w kucki na podłodze ;) Cena 308 zł z dostawą i ze wszystkim co jest na zdjęciu. Dokładnie ten:



Hydraulik ma dziś skończyć, więc będzie można wszystko, całą budowę, podliczyć.

wtorek, 25 sierpnia 2015

grrrrr! szafki kuchenne

Normalnie szlag mnie trafił na miejscu, gdy zobaczyłam zupełnie przypadkiem, że Ikea wycofała mój ulubiony wzór frontów szafek kuchennych! A żeby ich wszystkich pokręciło! Nie ma już tych cienkich listewek:


W zamian za to jest to:


No i sama nie wiem, czy mi się to podoba. Te nowe fronty Hittarp są bardziej toporne, rustykalne, co w sumie idzie w parze z ogólną wizja mojej english country kitchen. Ale czy mi się to podoba? Muszę to przemyśleć. W sumie sama jestem sobie winna, bo tak to jest jak ktoś 3 lata buduje dom :(

sobota, 22 sierpnia 2015

piec w pełnej krasie

Jesteśmy mile zaskoczeni faktem, że piec zajmuje tak mało miejsca w kotłowni. Ot, taka duża komoda. Hydraulik przygotowuje się do montażu reszty rurek, kaloryferów na poddasze i pozostałego żelastwa.





A tymczasem musimy na t.zw. wczoraj zamówić drzwi wewnętrzne. Czas oczekiwania to 5 tygodni, a drzwi musza być PRZED płytkami w łazienkach. Nie tyle drzwi, co futryny. Spodobały mi się Porta Drzwi kolekcja Wiedeń, ale po obdzwonieniu pięciu sklepów okazało się, że nikt nie ma ich na ekspozycji, a w ciemno nie zamierzam  kupować.

Poniżej Porta Drzwi:


No i chyba skusze się na Classen seria Morano. Bardzo ładne, ale muszę obejrzeć na żywo jeszcze raz, bo już raz je widziałam. No i jak starczy funduszy to zamówię też t.zw. korony na szczyt.

Poniżej Classen:



A tu z koroną:


piątek, 21 sierpnia 2015

parapety już są

W czwartek 20 sierpnia zamontowano nam parapety. Są śliczne i eleganckie. Dobrze, że będziemy jeszcze kłaść gładź, bo narobił się bałagan i teraz ściany wyglądają niezbyt  dobrze.






Poza tym wyregulowano nam okna i drzwi - działają jak teraz jak należy.

Odebraliśmy płytki ze sklepu. Normalnie uwielbiam je! Mają cudowny śmietankowy kolor, taki jak moja suknia ślubna. Skojarzenie stąd, że niedługo mamy rocznicę ślubu i tak mnie naszło jakoś. Nie ma zdjęcia tej dużej płytki, bo nie chciało mi się ich rozpakowywać.



Ciągle mam problem z płytkami na podłogę. Skłaniam się bardziej ku takim:

To z tej samej serii co te na ścianę. Martwi mnie wymiar tych płytek, bo to aż 44x44 cm. Czy to nie za duże płytki do tak małej łazienki? Narysowałam sobie rozłożenie płytek na podłodze, ale się pomyliłam i naniosłam o wymiarze 60x60 cm. W sumie nie wyszło źle, a te rzeczywiste są mniejsze przecież.


Na budowę zajrzał także hydraulik. Pomierzył sobie wszystko i pojechał kupić brakujące elementy instalacji. Dziś, w piątek, ma zacząć.

piątek, 14 sierpnia 2015

ocieplenie, płytki, parapety

Umówiliśmy się z panem, który zrobi nam ocieplenie chałupy. Pomierzył sobie wszystko, zasugerował różne rozwiązania. Zrobi nam też podbitkę i  parapety zewnętrzne. Chcemy ocieplać grafitem 15 cm z TermoOrganiki. Całość zagruntowana i zostawiona na szaro przez zimę, bo kolor położymy na wiosnę. Takie rozwiązanie wydaje nam się praktyczne, gdyż na działce będą robione różne prace typu nawóz ziemi i rozprowadzenie jej oraz położenie kostki, podczas których można pobrudzić lub wręcz uszkodzić elewację. Po kilku dniach pan oddzwonił i powiedział, ze całość wyniesie nas 17 tysięcy (materiały na ocieplenie, podbitkę, parapety zewnętrzne oraz robocizna). Termin prac gdzieś we wrześniu, jak się ochłodzi.

Ponadto zamówiliśmy pierwsze płytki do małej łazienki. Na razie tylko na ścianę, bo na podłogę nie mogłam się zdecydować. Chciałabym jakieś tańsze, bo z kolei chcę mieć blat pod umywalkę z granitu, a to jakieś 700 zł będzie. Budowa to sztuka kompromisu. W każdym bądź razie te na ścianę to Tubądzin i podobają mi się baaardzo. Mężowi też, choć jemu wszystko jedno zasadniczo, byle było ładnie i nie za drogo ;D

Te płytki:



Poniżej zdjęcie w rzeczywistości ze sklepu. I nie, to nie szafka ;D



Na powyższych zdjęciach płytki 30x60 są ułożone w jednym rzędzie, ale u nas będą dwa rzędy plus widoczny cokół i gzymsik. Płytki są nie do końca białe, z połyskiem. Na podłodze przy tej niby szafce leży płytka podłogowa w marmurek i taka bardzo by pasowała, ale jest wielka gabarytowo, bo chyba 60x60, a nasza łazienka ma ledwo 2 mkw i głupio by wyglądała. Musze poszukać coś małego, najlepiej mozaikę, ale w przyzwoitej cenie, a nie 50 zł za sztukę.

Normalnie cieszę się jak dziecko z tych płytek, bo to taki pierwszy zakup dekoracyjny i wreszcie będzie go widać, a nie jak jakieś rurki podłogowe, co kosztują sporo, a nie nie można popatrzeć na nie. Mierzyłam i liczyłam chyba z dwie godziny, aby nie pomylić się w ilości, bo w sumie pierwszy raz kupujemy ładne płytki, nie licząc tych do kotłowni.

Zamówiliśmy również parapety wewnętrzne z białego marmuru i będą w przyszłym tygodniu. 4 sztuki o długości 150 cm plus jeden 80 cm, z montażem, w cenie 1200 zł. Przy okazji ekipa wyreguluje nam okna, bo to ci sami od montażu okien i drzwi.

A na koniec wkurzająca sprawa. Musimy położyć gładzie w całym domu, bo nasze tynki kwarcowe owszem, są ładne, ale tylko miejscowo - jak się okazało - i nie da się tego doszlifować. Tak więc trzeba znowu zabulić kasę. We wrześniu mają zrobić, oczywiście inna ekipa niż poprzednio.

mamy piec!!!

W środę, 12 sierpnia, przyjechał do nas piec. Kierowca zajechał na działkę, podjechał pod ganek, wyciągnął drewniany podeścik i wjechał wózkiem na ganek. Mąż z sąsiadem asekurowali, ale suma sumarum piec wjechał do domu bezproblemowo i to w 10 minut!. Panowie nie zmęczyli się wcale, a wręcz uśmiech zdobił ich lica, że to tak sprawnie poszło, zwłaszcza, że było piekielnie gorąco, bo jakieś 35 stopni w cieniu. Nic się nie uszkodziło, płytki nie pękły, futryna cała i ogólnie jest ok. Piec jest mniejszy niż myśleliśmy i niestety zielony. Poniżej fotorelacja, a właściwie kadry z filmu, który kręciłam ja, inwestorka ;D






W zasadzie to nie bardzo widać ten piec, bo stoi na razie bokiem i na środku kotłowni, ale ja w tym ferworze nie zrobiłam lepszego zdjęcia. W przyszłym tygodniu przyjdzie hydraulik i sobie poustawia wszystko oraz zainstaluje rurki, termę i co tam trzeba jeszcze.

środa, 5 sierpnia 2015

zamówiliśmy piec

Po wielu przemyśleniach, mierzeniu kotłowni wzdłuż i wszerz, telefonach i wizytach w sklepach - wybraliśmy piec. Jest prawie idealny, na minus ma tylko gabaryty, t.j głębokość. Cóż, grubas z niego.
Zdecydowaliśmy się na wspomniany przeze mnie wcześniej EKR PZ firmy Defro (18 Kw, podajnik z prawej strony, na ekogroszek i miał oraz dodatkowo na drewno). Cena 6.760 zł. O, ten:




Nie wiemy tylko, czy uda nam się dostać w kolorze czerwonym, bo mają też na stanie zielone i one idą w pierwszej kolejności, ale jakby co zaznaczyliśmy, że chcemy czerwony. Dostawa w ciągu 2 tygodni.

Tylko jak my go wniesiemy do domu? Nawet jak się go rozmontuje (podajnik osobno) to i tak waży swoje. Mąż już obmyśla metodę, więc zobaczymy co z tego wyjdzie.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

ścieramy

Małżonek zabrał się za ścieranie ścian. Zaczął od łazienek. Zakupił małą packę z papierem ściernym o grubości 60, przyodział twarz w okulary ochronne oraz maskę i rozpoczął prace. Nawet sprawnie mu to poszło, może dlatego, że ściany w łazience ściera tylko do połowy, tak jak będą malowane lub tapetowane. Oczywiście pyli się przy tym strasznie i ręce bolą, ale satysfakcja jest. Pierwotnie mieliśmy wypożyczyć szlifierkę, ale mąż boi się, że za dużo wytrze i zrobią się doły. 

W międzyczasie zakupiłam do domu wieszak na kółkach, bo już miałam dość ciuchów walających się po kątach.





Teraz jest kulturalnie. Wieszak przyda się dość długo, bo nie sądzę, abym w tym roku ogarnęła sień. Potem powędruje na poddasze.

Pozazdrościłam pokojówkom z Downton Abbey i zakupiłam cudowną miotełkę do kurzu z prawdziwych piór. Uwielbiam ją!




sobota, 1 sierpnia 2015

rozterki z piecem w roli głównej

Nadszedł czas na wybór pieca do kotłowni. Oczywiście rozmyślamy o tym od dawna, ale teraz jest czas decyzji i zakupu. Niestety sytuacja przyprawia nas o ból o głowy, bo wybór jest dla nas bardzo trudny. Oto nasze główne kryteria:

- czopuch od góry (najważniejsza kwestia),
- w miarę płytki o głębokości do 60 cm,
- z podajnikiem,
- żeliwny ruszt.

No i powyższe cechy praktycznie wykluczają wszystkie dostępne piece. Zostały nam 3 propozycje:

1. piec lokalnego producenta, płytki (55cm), czopuch gdzie trzeba i w ogóle, ale  z wodnym rusztem i o niezbyt dobrych parametrach.
2. piec Heitz Eko 4 o mocy 16Kw, płytki, ale bardzo wysoki, bo aż 170 cm. Firma niezbyt nam znana.
3. piec Defro EKR 18Kw, parametry są, żeliwny ruszt jest, niski, ale "gruby", bo ma aż 78 cm głębokości. A my mamy miejsca 140 cm, więc nie za wiele zostanie na obsługę pieca, ale nie będzie aż tak tragicznie.

No i naprawdę mamy zagwozdkę, co wybrać. Zrobiliśmy sobie próby testowe w kotłowni, gdzie za piec posłużył nam wieszak na ubrania, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć, jak zmieni się kotłownia po wstawieniu każdego pieca. Rozmiarem idealny jest ten 1, ale ma najgorsze parametry. Bez sensu więc. Wyznam szczerze, że jakoś najbardziej nas ciągnie do numeru 3, bo choć pękaty trochę, to jakoś da się funkcjonować w pomieszczeniu, a i jakość do nas przemawia. Zresztą, to nie salon, aby było wygodnie i pięknie.

Myślimy dalej, pojutrze podejmiemy decyzję.

piątek, 24 lipca 2015

sypialnia - inspiracje

Rozmyślam sobie o naszej sypialni. Długo. Przeglądałam inspiracje w internecie, szukałam produktów w sklepach. I nic. Nie byłam przekonana. Postanowiłam więc poddać się pierwszym odczuciom oraz pomysłom i powrócić do pierwotnej koncepcji.

Chciałam, żeby była tak trochę aligancka - zasłony żakardowe, kryształowy żyrandol, białe meble i ciemne ściany - ale kompletnie mi się to nie kleiło. 












Owszem, ładne to, eleganckie i podoba mi się bardzo, ale ciągnie mnie do czegoś innego. Kurcze, nic na to nie poradzę, ale chyba chcę mieć sypialnię po angielsku z zasłonami w kwiaty. 



















Naprawdę, te kwietne sypialnie są dla mnie rewelacyjne i gęba sama mi się śmieje na ich widok. Tak więc może jednak urządzę taką właśnie sypialnię. Ostatnio wpadło mi w oko łóżko z Ikea, które idealnie pasowałoby do takiego wnętrza. Normalnie zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia!



Do tego komoda, stoliki nocne i szafa Pax (2 metry szerokości).





Szafę zaplanowałam wstępnie tak (koszt 2.140 zł, drzwi jak powyżej):



Na zasłony pasowałaby taka tkanina:





Ech, jakoś ciężko mi idzie planowanie tej sypialni.

poniedziałek, 20 lipca 2015

kotłownia w płytkach!

No, nareszcie. Po równo dwóch tygodniach kotłownia wypiękniała i jest w płytkach od podłogi po sufit. Płytkarz narzekał, ja się wkurzałam, ale się udało. Muszę przyznać, że bardzo ładnie położył płytki i dzięki temu wstępnie dogadałam się z nim na jesienne prace w łazienkach i kuchni. Pan jest bardzo dokładny i naprawdę zależało mu na eleganckim wykończeniu pomimo krzywizn ścian i płytek.

Proszę, oto efekt (zdjęcia z komórki):




Finansowo wyszło tak (30 mkw powierzchni ścian i podłogi):

20 paczek płytek 426 zł
kleje i inne 316 zł
robocizna 1.420 zł

razem 2.162 zł

Najważniejsze, że inwestorka jest zadowolona ;)

Teraz szykujemy się do zakupu pieca, ale to w sierpniu oraz szlifowania ścian.

środa, 15 lipca 2015

płytkujemy cały czas

Jejuniu, jak wolno idzie z tą kotłownią. Naprawdę, nie myślałam, że to aż tyle zajmie. No ale jutro ma nastąpić finał. 

Płytkarz narzekał trochę, że ściany są trochę krzywe (tynki) i że nie zrobili nam spadku jak należy do odpływu w podłodze. Musiał nadrabiać klejem, by zrobić odpowiedni kąt, a to oznacza dodatkowe worki zaprawy. No i na koniec okazało się, że zabrakło 6 płytek (3 były pęknięte) i trzeba je dokupić. Tak więc ogólnie jestem trochę wkurzona na to wszystko. W niedzielę będę się z nim rozliczać i zobaczymy jak to wyjdzie finansowo.

środa, 8 lipca 2015

nieśmiałe plany przeprowadzkowe

Pomału, pomału zbliżamy się do przeprowadzki. Dom jest w stanie (prawie) deweloperskim, więc i można śmielej planować. Cha, ile to już razy pisałam o przeprowadzce! Taaa, dziwiłam się sama nie raz i nie dwa. W październiku miną dokładnie 3 lata od wbicia łopaty i tak sobie myślimy, że fajnie byłoby się wtedy przeprowadzić. Ale oczywiście to wariant optymistyczny. Zakładam więc wariant pesymistyczny i tego się będę trzymać. Mianowicie nasz deadline wyznaczam na 30 listopada 2015, by święta były już w DOMU.

W sumie zostało nam nie tak wiele tych prac niezbędnych do wykonania przed przeprowadzką. Musimy wstawić piec i skończyć kotłownię, wyszlifować ściany i pomalować gruntem, wstawić schody, zrobić elewację plus kolor i podbitkę, ocieplić dach, postawić kilka ścianek, zamontować kominek. Przydałoby się zrobić jakąś kostkę przed domem. Chciałabym też nawieźć ziemi, aby posadzić wreszcie jakieś badylki, ale zobaczymy jak płynność finansowa nam pozwoli. Reszta to już zwykłe płytki, panele, malowanie. I zakup mebli. Jestem właśnie w trakcie robienia kosztorysu przedstawiającego plan meblowych zakupów. I cóż, życzę sama sobie powodzenia w szybkiej realizacji tych planów :) 

Zaczynam więc delikatne przygotowania przeprowadzkowe. Redukuję ciuchy w szafach (tak po jednej sztuce), wyrzucam stare klamoty, analizuję co jeszcze nie przyda się w domu. Z mebli bierzemy dosłownie klika sztuk: sofę, stolik kawowy, regał i stary stół z prl-u, który przyda się podczas urządzania się, a potem pójdzie na poddasze. Reszta wędruje na śmietnik i mąż nie może się doczekać, aż porąbie te rupiecie. Nawet nie bierzemy lodówki i pralki, bo te będą nowe.

No, to odliczam.